Znaczenie czasu i dystansu w fotografii. I nie tylko w fotografii...
Jakiś czas temu, w jednym z postów psioczyłem na siebie i aparat po tym jak zobaczyłem skany z pierwszej kliszy i kolejnych... Rozczarowanie i nerw bo nie tylko ja nie domagam ale tez i sprzęt. Pomyślałem sobie wtedy: kur... przecież to się nie nadaje do tego żeby gdziekolwiek je pokazać... . A teraz po upływie w sumie krótkiego czasu patrze na te zdjęcia i mi się podobają. Cokolwiek znaczy podobają to miło mi się je ogląda. Te spieprzone technicznie, nie nadające się do publikacji zdjęcia zaczeły mi się podobać. Bo widzę w nich coś o wiele więcej niż to że zdjęcie jest przepalone, że kadr leci, ze ostrość poszła w siną dal (co nie znaczy że stanę w miejscu i zaniedbam technikę) . Przesiąknąłem trochę głupim szczeniackim rozumowaniem rodem z niektórych portali fotograficznych, teraz gdy nabieram dystansu i spokoju dochodzę do oczywistych wniosków. Pozbywam się tego całego smrodu jakim się czasami przechodzi przebywając w pewnych miejscach w sieci pozwalając na ten syf. Zmieniam sie.
bardzo ładnie napisane!
OdpowiedzUsuńjak sympatycznie będzie razem wywołać kilka filmów (ale oczywiście najpierw zapełnić je różnymi wspomnieniami i pomysłami)
fajnie to napisałeś.
OdpowiedzUsuńpozdr
Fajny zestaw.
OdpowiedzUsuńWszystko się zmienia.
Może to i dobrze.